sobota, 11 maja 2013

'Paradyzja'

'Paradyzja' ciągnie klimaty z rzeczy poprzednich: totalitarne społeczeństwo plus jakaś ponura tajemnica władzy. Tym razem skupia się Zajdel na kontroli informacji - i z jednej strony są to wątki znane nam z komunistycznej przeszłości (kontrola ideologiczna), ale jak dochodzi do manipulacji praw fizyki (Coriolis), to trzeba przyznać, że robi ogromne wrażenie. (Trzeba będzie wymyślić jakąś koszulkę "Coriolis is not here" czy jakoś tak. Ma ktoś jakiś ładny rysunek pierścienia dwunastu walców?)

Problem z książką ten sam, co zwykle: brak rozwiązania sytuacji. Po rozpoczętym sequelu do 'Ksi' można wnioskować, że autor sam sobie zdał sprawę z tej słabości. Szkoda, że zmarł tak wcześnie.

Zatem, jak zazwyczaj: do polecenia dla wszystkich, którzy zniosą zawieszenie akcji w decydującym momencie.

...I to koniec, jeśli chodzi o szczytną ideę nadrobienia zaległości zajdlowych. Oczywiście, było warto, choć książki te nie są pozbawione wad. Jednak bliska w czasie lektura książek Asimova pomogła mi troszkę bardziej docenić ten rodzaj fantastyki: nie oparty na akcji, ale na pomysłach. Taki rodzaj 'ideowego kryminału', w którym tropimy szczegóły nie zbrodni, ale jakiegoś pomysłu. Polecam.

'Nowa Fantastyka' 11,12/2012

'Nowa Fantastyka' 11/2012:

Andrzej Ziemiański - Pułapka Tesli
Fajny tekst o polowaniu na najważniejszy wynalazek Tesli. Szkoda, że autor nie mógł się zdecydować, czy chciał napisać tekst na poważnie czy humorystycznie. No i końcówce brakuje wyrazistości, sporo sobie trzeba dopowiedzieć.

Bartosz Działoszyński - Masz to jak w banku
Bankowa futurologia dystopijna. Nienajgorsze.

Jason Sanford - Dotyk niebios
Jednoosobowa space-opera z elementami mistycznymi. Trochę fajnej akcji, ale za bardzo rozciągnięte.

Terry Pratchett - Piekielny interes
Humoreska o piekle w Piekle. Zaskakująco pomysłowa puenta. Młody (13-letni) Pratchett to umiał pisać :) THE BEST OF 11/2012

Catherynne M. Valente - Aeromaus
Ten wombat jest wielorybnie zwielbłądziały.

Ponadto: świetny tekst Dukaja o 30 ostatnich latach literatury fantastycznej, "Dredd 3D" ponoć bardzo dobry.

'Nowa Fantastyka' 12/2012:

Janusz Cyran - Koniec Aureusa
Oryginalny tekst łączący rewolucję przemysłową, Marsjan Wellsa i mistyczną naturę złotych monet. Nie do końca spójne, ale wciąga. THE BEST OF 12/2012.

Paweł Kempczyński - Jutro Percival
Postapo z międzywszechświatową intrygą. Męcząca pierwszoosobowa narracja.

Joanna Kułakowska - Pluvianus Aegyptus
Lekka opowieść grozy plus doza humoru. I świetna gra słów na koniec. Fajne.

Ken Scholes - Łkający car wpatruje się w upadły księżyc
Międzyplanetarna historia miłosna - plus od lat ukrywana imperialna intryga. Ciekawy klimat, ale trochę za bardzo rozciągnięte.

Karen Joy Fowler - Twarzą w twarz
Granica między szaleństwem a obcą komunikacją. Sugestywne, choć mało oryginalne.

Ponadto, tekst o Hensonie, "Fringe" jest ponoć coś warty, "Looper" niezły, "Bler" do nadrobienia.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

'Nowa Fantastyka' 8,9,10/2012

'Nowa Fantastyka' 8/2012:

LISICZKA Małgorzata Wieczorek
Klimaty chińskie, coś między fantasy o szczególnym młodzieńcu a opowieścią niesamowitą. Zgrabna puenta w stylu opowieści o duchach, ale rozpęd jest jednak jak do czegoś większego.

MISTRZ Tomasz Zawada
Prosta historia (też w chińskich klimatach) o mistrzu obdarzonym talentem przewidywania przyszłości i jego zwyczajnym uczniu. Fatalne pierwsze akapity (pół tuzina nazwisk postaci naraz), potem znacznie lepiej.

TAJEMNA HISTORIA NOWEJ HUTY Jewgienij T. Olejniczak
Realizm magiczny w duchu materializmu dialektycznego. Intrygujące.

JIPI I ELEKTRONICZNY PARANOIK Neal Stephenson
Software'owy paranoik jako alarm w zaminowanym samochodzie i pani z PR-u, która ma zapobiec wybuchowi. Świetny setup, za to sama dyskusja trochę przekombinowana. Ale chyba THE BEST OF 8/2012.

MAMO, JESTEŚMY ŻENIĄ, TWOIM SYNEM Tom Crosshill
Eksperymenty na człowieku nie-heisenbergowskim. Ciekawa narracja (od strony osoby, na której eksperyment przeprowadzono).

RACICE I SZAŁAS ABDELA DŻAMILI Saladin Ahmed
Arabski lekarz i wiejski pustelnik zakochany w ghoulu (w tym folklorze zupełnie innym niż przywykliśmy). Sympatycznie egzotyczna baśń grozy.

Poza tym, recenzja chwali 'Czasu silnych istot', choć przeczytane tu i ówdzie opowiadania z Gamedec-iem jakoś nie zrobiły wrażenia.

'Nowa Fantastyka' 9/2012:

KHULLÉ Ewa Bury
Magiczno-mistyczne postapo. Bez wrażenia.

DO ZWARTEGO ZAKLĘCIA Adam Synowiec
Humorystyczne techno-fantasy. Takie sobie.

OPOWIASTKI O SIEDMIU DŻINACH Mike, Linda i Louise Careyowie
Kilka historii o dżinach spełniających życzenia. Takie niby trochę gaimanowe bajki, ale jest parę fajnych zakrętów. THE BEST OF 9/2012.

SYTUACJA Jeff VanderMeer
Bełkot.

ANALK Florian Heller
Austriacko-Niemiecka załoga ściga się z Amerykanami na Księżyc. Humoreska chyba. Znaczy, byłoby śmiesznie, ale chyba jakiś kontekst mi umyka.

'Nowa Fantastyka' 10/2012:

Grzegorz Janusz - XV miniatur na XXX-lecie
Zbiór niezłych szortów.

Marta Malinowska - Jad
Mała złodziejka z ukrytym talentem magicznym wciągnięta w wojnę gildii. Się czyta, ale nic specjalnie nowego.

Zbigniew Wojnarowski - Śmierć na chorągwi
Przymusowa chrystianizacja i słowiańscy zombie oraz średniowieczni cyrkowcy jako źródło inspiracji do 'Bogurodzicy'. Pomysł był, choć nie klei się to wszystko specjalnie.

Xia Jia - Nocna parada duchów
Chińska opowieść o duchach/androidach. Oszukiwanie czytelnika udało się całkiem sprawnie, ale niewiele z niego wynikło.

Jeffrey Ford - Siódma mina generała-robota
Ponury los niepotrzebnej już maszyny bojowej. Trochę nostalgicznego czarnego humoru.

Lucius Shepard - Chudzina
Typowy Shepard: spotkanie z nieznanym, fascynacja, przemiana życia. Tym razem: fascynujący się śmiercią fotograf spotyka wcieloną Chudzinę. Napisane jak zwykle świetnie, ale treściowo tym razem nie porywa.

Nir Yaniv - Spopielarze
Wirtualne sztuczne sumienie w próbie powstrzymania podpalacza. Koncept ciekawy, wykonanie takie sobie.

Nir Yaniv - Słowo Boże
Humoreska o mocy słowa. Jest parę śmiesznych gagów.

Podium chyba dla Sheparda, może dla Wojnarowskiego (za ambicję bardziej).

Poza tym, ciekawe rocznicowe teksty Parowskiego (o grafikach) i Kołodziejczaka (o komiksach).

sobota, 20 kwietnia 2013

'Antike Duellum'

Nie pisałem jeszcze, a powinienem: Antike Duellum jest znakomite. Euro, w które gra się jak w grę wojenną i równocześnie gra wojenna, w którą gra się jak w euro. [Znaczy, podoba się i mężczyznom i kobietom :) ] Przejrzysta plansza, eleganckie drewniane znaczniki, przydatne karty pomocy. Niby abstrakcyjny rondel, a klimat wojen punickich kipi. No dobrze, angielski przekład mógłby być lepszy, ale da się doczytać. No i pierwsze partie potrafią trwać niepokojąco długo (w naszym przypadku: ponad 3 godziny), ale po kilku partiach schodzi się do normalnych czasów.

Obowiązkowo.

'Ashes to Ashes'

Pamiętamy 'Life on Mars', prawda? Detektyw Sam Tyler, potrącony przez samochód, budzi się w 1973 i podejmuje pracę w policji w Manchesterze. 'Ashes to Ashes' dotyczy analogicznej sytuacji: londyńska policjantka Alex Drake, zastrzelona, budzi się w roku 1981, gdzie pracuje jako detektyw, usiłując równocześnie wrócić do swoich czasów.

Pierwszy sezon jest z grubsza podobny do 'LoM': Alex usiłuje zapobiec tragedii, którą przeżyła w dzieciństwie: jej rodzice zginęli w wybuchu bomby. Nawet rozwiązanie zagadki jest dość podobne, jak u Tylera, gdyż dotyczy ojca Alex.

Sezon drugi nieco zmienia kierunek, wprowadzając postać Martina Summersa, który dotknięty jest tym samym zjawiskiem i wydaje się znać jego naturę.

Sezon trzeci natomiast wreszcie daje widzom to, na co czekali od początku: wyjaśnienie. Co prawda z początku powolne 'rozmontowywanie' świata i przesuwanie w kierunku mniej realistycznym zaczyna budzić niepokój, że całość rozejdzie się w surrealistyczno-mistycznym bełkocie. Nic z tych rzeczy: finałowy odcinek odpowiada na wszelkie pytania w sposób jasny i precyzyjny, choć oczywiście transcendentny.

Generalnie: trzymające w napięciu scenariusze, znakomici aktorzy, najlepsza muzyka z epoki, dialogi skrzące humorem - i sporo niepokojących pytań, czasem nawet z odpowiedziami. Oglądać, nie pytać.

Space Soap Opera

'The Gods Themselves' to książka, którą Asimov napisał w odpowiedzi na zarzuty, jakoby nigdy nie poruszał w swych książkach tematu kosmitów ani seksu. Dostajemy właściwie trzy książki w jednej - albo lepiej jedną historia opowiedzianą w trzech zupełnie różnych odsłonach. Najpierw mamy opowieść ze środowiska nauki, w której młody naukowiec wysuwa tezę, że wspaniałe pompy elektronowe stanowią zagrożenie dla naszego Wszechświata. Rzeczona pompa to świetny wynalazek, pozwalający czerpać energię z różnic praw fizyki między różnymi wszechświatami (i jest to, prawdę mówiąc, najciekawszy element tej książki). Działanie pomp zostało zainicjowane przez istoty z innego wszechświata i o nich właśnie opowiada część druga. Poznajemy z bliska życie codzienne tych trójpłciowych istot i choć całkiem tragicznie nie jest, to mocno zalatuje miejscami melodramatem. W końcu poznajemy rozwiązanie zagadki ich cyklu życiowego oraz natury pompy elektronowej i w części trzeciej wracamy do naszego wszechświata. Nie na Ziemię jednak, a na Księżyc - i nie do młodego naukowca z części pierwszej, ale innego uczonego, wspomnianego wcześniej przelotnie. I okazuje się ni stąd ni zowąd, że książka w ogóle jest o tym, że kolonia na Księżycu (o której istnieniu wcześnie nie wiedzieliśmy) chce się wyzwolić spod wpływów Ziemi.

Generalnie, jest parę fajnych pomysłów, ale opowiedziane to jest jakoś dziwacznie.

(Tak przy okazji, to wydaje mi się, że właśnie takich trójpłciowych/bezpłciowych kosmitów dotyczy ostatni akapit 'Fundacji i Ziemi'. Tyle powstało książek okołofundacyjnych, dlaczego nikt się nie pokusił jednak o sequel?)

'Nemesis' z kolei jest jeszcze słabsze. Niby opowiada o rozwoju ludzkiej cywilizacji - powstaniu pierwszych osiedli pozaziemskich i odkryciu napędu hiperprzestrzennego oraz ścieraniu się różnych koncepcji kolonizacji. Ale tak naprawdę większość książki wypełnia melodramat: mąż i żona, rozdzieleni przez kosmiczną politykę (obydwoje już w nowych parach) oraz ich nastoletnia już córka, obdarzona szczególnym talentem, który zaważy na losach ludzkości. Nie czyta się źle, ale jednak ciągnie się miejscami mocno i nie oferuje szczególnie efektownego zakończenia.

Nemo

Wielkiej trylogii Verne'a tom drugi i trzeci.

'20000 mil podmorskiej żeglugi' od początku ma inny klimat niż 'Dzieci kapitana Granta'. Zamiast podróżniczej przygodówki dostajemy jakby science-fiction, kiedy Nemo z dumą oprowadza Aronaxa po swoim statku kosmicznym, przepraszam, łodzi podwodnej. Ale ten obiecujący początek przeradza się niestety w przeraźliwie nudny opis podróży po siedmiu morzach - popłynęliśmy tu i tu, zobaczyliśmy następujące zwierzaki/rośliny pływające (tu katalog w kolejności alfabetycznej). Pewnie, wzbudza podziw fakt, jaki potężny research autor musiał wykonać (choć tłumacz w przypisach co i rusz poprawia błędy Verne'a), ale na jakość fabuły się to nijak nie przekłada. Oglądają zatopioną Atlantydę, z czego nic nie wynika. Atakują ich ośmiornice (w trakcie walki ginie jeden bezimienny marynarz). A potem Nemo zatapia jakiś statek (nie wiadomo jaki i nie wiadomo czemu). A na koniec uciekają, a Nemo wraz z Nautiliusem prawdopodobnie tonie (akurat!).

Z grubsza rzecz tłumaczy posłowie, którego autor wysuwa tezę, że Verne to autor popularnonaukowy, a nie fantasta. W tym jednym przypadku zdecydowanie się zgadza...

'Tajemnicza wyspa' natomiast to zupełnie inna para kaloszy. Ludzie lecą balonem nad oceanem, ale balon schodzi coraz niżej. Czy dolecą do lądu? Ale zaraz, skąd się tu w ogóle znaleźli w tym balonie? Ano uciekli z miasta oblężonego podczas wojny secesyjnej. Ale oto dotarli do brzegu, ale jednego brakuje, wpadł pewnie do wody, trzeba go szukać... I tak dalej: akcja pomyka z kopyta, niczym 'Lost' :) Potem zwalnia minimalnie tempa, ale nie przestaje wciągać: opis, jak w pięciu ludzi można urządzić dobrze prosperująca kolonię w ciągu półtora roku, jest zwyczajnie fascynujący. I nie przeszkadza nawet, że bezludna wyspa oferuje bogactwa naturalne, które w naturze nigdy by na jednej wyspie nie wystąpiły (nawet laik się zorientuje po pewnym czasie). Za to akcja oferuje tajemniczego mieszkańca wyspy, który pomaga bohaterom w dramatycznych przypadkach. Potem pojawia się rozbitek, znajomy z lektury 'Dzieci kapitana Granta'. I kiedy czytelnicy czekają na kłopoty, jakie sprawi (znając podłość tego człowieka), autor pozwala mu przejść przemianę. A gdy klimat staje się zbyt optymistyczny, akcja znowu przyspiesza i do końca już nie zwalnia: pojawiają się piraci, potem ujawnia się kapitan Nemo, a potem rozbitkowie stawiają czoła największemu przeciwnikowi: wulkanowi. Znaczy, dzieje się dużo, akcja cały czas zaskakuje i ciężko się oderwać.

Prawdopodobnie najlepsza książka Verne'a i generalnie rzecz godna polecenia dla każdego.