'Sędzia Di' jako karciana gra dedukcyjna - na Kickstarterze. Co ciekawe, wychodzi względnie niedrogo nawet z przesyłką.
środa, 29 lutego 2012
"Cordelia's Honor"
No i zabrałem się za pierwszy barrayarski omnibus "Cordelia's Honor" ('Shards of Honor' + 'Barrayar') - i rzecz jest faktycznie znakomita. Mocna space-opera w tomie 1, sensacyjna powieść wojenna w tomie 2. W pewnym sensie jest to 'romans', ale żadną miarą książki tej nie da się zakwalifikować do 'literatury kobiecej'. Są strzelaniny, walki statków kosmicznych, gwałty i dekapitacje - i wszystko (mimo sporej dawki humoru) raczej w kategorii 'realistycznej' niż 'awanturniczej'.
Świetne, na pewno sięgnę po następne tomy.
Świetne, na pewno sięgnę po następne tomy.
'Sherlock Holmes: The Game of Shadows'
Pierwszy Holmes, muszę przyznać, całkiem mi się podobał i drugi od niego poziomem nie odbiega - ale zmieniła się po drodze jedna ważna rzecz: BBC wypuściło 'Sherlocka'. No i perspektywa mi się zmieniła: widać, że fajki i dorożki to tylko dekoracje - że nie one stanowią o tym, kim jest Sherlock Holmes. Potrzebne są genialne dedukcje, ekscentryczna socjopatia, specyficzna przyjaźń z Watsonem. Myślę sobie: serial wyraźnie wygrywa, film to tylko typowa hollywoodzka produkcja. Ale oglądając 'Grę cieni' zauważyłem, że te wszystkie elementy tu jednak też są. Po prostu akcenty są położone inaczej. Większą część czasu ekranowego zajmują walki, pościgi i wybuchy - a genialne dedukcje, choć stanowią oś fabuły, przelatują przez ekran jak błyskawice (nie mrugaj, bo przegapisz). Taki sposób opowiadania, taka wizja reżyserska. Można się z nią nie zgodzić, ale to nie powód, by filmu nie obejrzeć z przyjemnością. Aktorzy grają świetnie; dekoracje, stroje (i wybuchy) są znakomite; muzyka wpada w ucho; scenariusz pełny wartkiej akcji i potoczystych dialogów. Czegóż chcieć więcej?
'Świat Gier Planszowych' 21
'Świat Gier Planszowych' 21 głównie przypomniał mi, ile ciekawych gier Friese'a jeszcze nie znam (Friesematenten muszę gdzieś wypróbować przed zakupem, Freitag będzie wkrótce w Lacercie, a Ersten Funken?...). Poza tym: Kapustka genialnie recenzuje TtR Azję/Szwajcarię; przeraźliwe lanie wody (w większości) w artykule wydawców o osiągnięciach i planach; przypomnienie, żeby się zabrać za robienie Omena (mam pliki PnP z Kickstartera - to jest swoją drogą jedyna sensowna opcja na Kickstartera dla Europejczyków). Ponownie felietony jakieś słabawe.
Nowe gry w zeszłym tygodniu
Nowe gry w zeszłym tygodniu:
Coloretto - spodziewałem się prostej i niebanalnej karcianki, coś w typie '6 Nimmt' - i taką dostałem. Do grania w gronie rodzinnym sprawdziło się znakomicie.
'Discworld: Ankh-Morpokh': nie będąc fanem Discworldu ani Wallace'a ani chaotycznych gier rodzinnych niczego dobrego się nie spodziewałem. I nic godnego uwagi nie znalazłem.
'Carcassonne: Die Burg' - po jednej partii mogę stwierdzić, że to zdecydowanie lepsza wersja Carcassonne'a. Farmerzy nie dają absurdalnych ilości punktów; kafelki można łączyć na znacznie więcej sposobów, co daje dużo więcej możliwości blokowania; niedokończone budowle nie punktują automatycznie na koniec gry... Jednocześnie jest to nadal tylko zwykłe dostawianie kafelków i niewiele więcej.
Coloretto - spodziewałem się prostej i niebanalnej karcianki, coś w typie '6 Nimmt' - i taką dostałem. Do grania w gronie rodzinnym sprawdziło się znakomicie.
'Discworl
'Carcasson
'Zakazana wyspa'
Trzy partyjki w 'Zakazaną wyspę' ujawniły bardzo sympatyczną grę. Są emocje, są decyzje - pomyka wartko i wciąga.
Gołym okiem widać, że jest to oczywiście 'Pandemic' sprowadzony do samej esencji, niczym 'Mr Jack' w 'Mr Jack Pocket'. Nie przeszkadza mi to, jest miejsce na rynku (i mojej półce) na prostsze warianty ciut trudniejszych gier. Niepokoi mnie coś innego, co dzięki prostocie gry wyszło na jaw dość mocno. Mianowicie: jest po pięć kart w czterech kolorach. Z każdego koloru mamy zebrać po kolei po cztery sztuki - przy czym maksymalna ilość kart na ręce wynosi pięć. Trochę mało, zwłaszcza w grze dwuosobowej: jeśli karty ułożą się złośliwie, trzeba zdiscardować prawie cały komplet innego koloru, żeby uzbierać to, co właśnie zbieram. I wychodzi na to, że jedynie losowa kolejność kart decyduje o tym, jak długo potrwa rozgrywka. Weźmy np. najwyższy poziom trudności: zanim nastąpi zatopienie (wodomierz dojdzie do czaszki), można pozwolić sobie najwyżej na 5 kart zatopienia - co oznacza, że po pierwszym przetasowaniu gra może się skończyć tragicznie w każdej chwili. Czyli - wg mojego rozumienia - niezależnie od tego, jak dzielnie i pomysłowo umacniamy zatopione pola planszy, gra może być przegrana, zanim zaczniemy grać. Smutne.
Dla kontrastu: w 'Pandemicu' wyglądało to jednak zdecydowanie inaczej - kart w każdym kolorze jest więcej i karty epidemii nie przekładają się automatycznie na licznik końca gry, ponadto kolorowe karty są używane przez graczy do poruszania się - wydaje się więc, że rola decyzji gracza jest decydująca.
Gołym okiem widać, że jest to oczywiście 'Pandemic' sprowadzony do samej esencji, niczym 'Mr Jack' w 'Mr Jack Pocket'. Nie przeszkadza mi to, jest miejsce na rynku (i mojej półce) na prostsze warianty ciut trudniejszych gier. Niepokoi mnie coś innego, co dzięki prostocie gry wyszło na jaw dość mocno. Mianowicie: jest po pięć kart w czterech kolorach. Z każdego koloru mamy zebrać po kolei po cztery sztuki - przy czym maksymalna ilość kart na ręce wynosi pięć. Trochę mało, zwłaszcza w grze dwuosobowej: jeśli karty ułożą się złośliwie, trzeba zdiscardować prawie cały komplet innego koloru, żeby uzbierać to, co właśnie zbieram. I wychodzi na to, że jedynie losowa kolejność kart decyduje o tym, jak długo potrwa rozgrywka. Weźmy np. najwyższy poziom trudności: zanim nastąpi zatopienie (wodomierz dojdzie do czaszki), można pozwolić sobie najwyżej na 5 kart zatopienia - co oznacza, że po pierwszym przetasowaniu gra może się skończyć tragicznie w każdej chwili. Czyli - wg mojego rozumienia - niezależnie od tego, jak dzielnie i pomysłowo umacniamy zatopione pola planszy, gra może być przegrana, zanim zaczniemy grać. Smutne.
Dla kontrastu: w 'Pandemicu' wyglądało to jednak zdecydowanie inaczej - kart w każdym kolorze jest więcej i karty epidemii nie przekładają się automatycznie na licznik końca gry, ponadto kolorowe karty są używane przez graczy do poruszania się - wydaje się więc, że rola decyzji gracza jest decydująca.
'Robin Hood: Arrow of Justice'
'Robin Hood: Arrow of Justice' równie znakomita, jak część pierwsza ('King of Sherwood'). Leciutko pulpowa przygodówka, mocno osadzona w realiach historycznych. Ciekawe postacie, wartka akcja, świetne dialogi. Godna polecenia wszystkim, którzy choć odrobinę sympatii odczuwają do hoodowskich kilmatów.
[Do nabycia w PDFie za jedyne 3$. :) ]
[Do nabycia w PDFie za jedyne 3$. :) ]
Subskrybuj:
Posty (Atom)