piątek, 15 lutego 2013

'1812: Serce Zimy'

Jakoś przegapiłem moment, w którym 'Serce Zimy' na Androida stało się darmowe. Wygląda na to, że wynika to z porzucenia projektu - ciągu dalszego nie będzie?

Jak ktoś jeszcze nie spotkał - polska paragrafówka, ale zrobiona w formie audio. Znaczy, cały tekst gry jest zrobiony na słuchowisko (ze świetnymi aktorami, z Fronczewskim włącznie). W dodatku obsługa na ekranie dotykowym zrobiona tak, by nie wymagała patrzenia na ekran. Można zamknąć oczy i grać/czytać w czasie podróży zaciemnionym autobusem. Naprawdę działa.

Scenariusz też nad wyraz ciekawy: nie jakieś standardowe fantasy w lochach, ale opowieść w realiach historycznych (Rosja, zima 1812) - z lekką nutką fantasy inspirowanej słowiańskim folklorem. Nie wymaga może wiele główkowania, ale wciąga mocno dzięki ciekawej historii. A kilka momentów naprawdę zapada głęboko w pamięć. Trzeba przyznać, że znakomicie to repkom wyszło.

Podsumowując: nie należy tego przegapić.

'Tajfun'

Po wydaniu Mandragory wydawało się, że to już koniec Tajfunowego renesansu, ale jednak Ongrys stanął na wysokości zadania. Oprócz dokończenia wznowień ("Monstrum"), dostaliśmy dwa nowe albumy. Co oczywiście jest świetnym pretekstem do ponownego przeczytania całości.

'Tajfun' to kwintesencja przygodowej fantastyki z lat 80-tych. Silnie inspirowana Gwiezdnymi Wojnami, Bondem, Bruce'em Lee - i Funkym Kovalem. Akcja jest tak szybsza niż jej sens, intrygi kompletnie niewiarygodne, bohaterowie mówią 'odzywkami', a źli głaskają puchate koty i śmieją się demonicznie. Jeśli ktoś lubi ten klimat, będzie się na pewno podobało - ale oczywiście najbardziej trafi do tych, którzy wsiąkli w niego w dzieciństwie.

Niezależnie od tego, jak by oceniać (w końcu czysto rozrywkowe) scenariusze, Raczkiewicz jest genialnym rysownikiem. I nie o to chodzi, że rysuje jakoś szczególnie pięknie - malarsko jak Rosiński czy niewiarygodnie drobiazgowo jak Polch. Wprost przeciwnie, rysunki czasem sprawiają wrażenie niedbałych, ale nigdy nie są nieczytelne. Każdy panel ma swoją funkcję, każdy wyraża tempo i charakter akcji, a wszystkie razem są genialnie skomponowane w strony, które prowadzą oko czytelnika płynnie niczym kamera. Jakby powiedzieli Amerykanie, godny uczeń Kirby'ego :)

Wydanie Mandragory (zbierające pierwsze trzy oryginalne 'albumy') było dość powszechnie krytykowane za położone na nowo kolory. Mnie osobiście nie przeszkadzały, ale muszę przyznać, że przy lekturze ongrysowego 'Monstrum' (gdzie zostały kolory oryginalne) zauważyłem różnicę - faktycznie, pasują znacznie lepiej.

'Synonim zła' to pierwszy z nowych albumów, stworzony przez Raczkiewicza w euforii po świetnym przyjęciu na Międzynarodowym Festiwali Komiksu w Łodzi. Jest to wydanie kolekcjonerskie, wydane 'w czynie społecznym' w celu finansowego wsparcia autora. Widać niestety, że rzecz wydana jest w niejakim pośpiechu. I nie chodzi nawet o brak koloru, ale o to, że autor miejscami zbyt dobrze się bawił przy tworzeniu - część plansz to zwykłe wygłupy, które przy normalnym wydaniu zostały by usunięte przez redaktora. Jako bonus możemy podziwiać autora w nieco innym medium - część plansz została bowiem namalowana.

'Bez kompromisów' natomiast to właściwie zbiór fanfików - o tyle jednak nietypowych, że rysowanych przez autora. Jest to pięć krótkich historyjek, do których scenariusze napisali trzej autorzy. Część przedstawia kontynuacje historii z oryginalnych albumów, część usiłuje zmienić Tajfuna w Brudnego Harry'ego. Udaje się to (zwłaszcza to drugie) średnio. Możemy co prawda nadal podziwiać grafikę Raczkiewicza, ale cudze scenariusze dają mu mniejsze pole do popisu przy kompozycji paneli i stron. Co ciekawe, Kriss i Maar praktycznie wcale w tym albumie nie występują.

Werdykt? Raczej do szufladki z napisem 'nostalgia' - z wyjątkiem tych czytelników, którzy żywotnie zainteresowani są sztuką komiksowego opowiadania.

Kingpin na Androida

Z ostatniej chwili: Kingpin na Androida!

czwartek, 14 lutego 2013

'Nowy Testament'

Nowe, literackie (znaczy, do zrozumienia dla ludzi) tłumaczenie Nowego Testamentu. Co prawda, protestanckie, ale - jak już szczegółowo opisał Vroo - niespecjalnie to przeszkadza.

Korzystając z wydania na czytniki przeprowadziłem mały eksperyment i potraktowałem Nowy Testament jako lekturę do podróży. Sprawdziła się, jak można się było spodziewać - Ewangelie, Dzieje Apostolskie i Apokalipsa znakomicie, listy gorzej. Lekko paradoksalnie, bowiem to listy najbardziej zyskały na literackości przekładu. Jest sporo fragmentów w Tysiąclatce, które gramatyka w służbie Pawłowej retoryki kompletnie dla mnie zaciemnia - tutaj takich problemów nie miałem. Nie ma natomiast większych różnic przy lekturze Ewangelii.

Generalnie, wydanie godne do polecenia - tym bardziej, że to jedyne oficjalne polskie wydanie Nowego Testamentu na czytniki.