środa, 30 maja 2012

"Nowa Fantastyka" 5/2012

Jacek Wróbel "Po drugiej stronie oka"
Horror psychotyczny. Od opartego na przemocy związku (co ciekawe, stroną bitą jest mężczyzna) do potwornej królowej z równoległego świata. Robi wrażenie, choć głównie klimatem i sposobem opowiadania, bo dzieje się w istocie nie tak wiele.

Krzysztof Kochański "Sąd ostateczny: Ucieczka"
Czy da się uciec przed Sądem Ostatecznym na orbitę? Fajny pomysł, akcja wciąga, ale zakończenie kompletnie rozmamłane.

Alastair Reynolds "Kwiaty Minli"
Wczesnoprzemysłowa cywilizacja na skraju kosmicznej katastrofy. Czy jeden obcy jest w stanie w kilkadziesiąt lat popchnąć ich do stadium lotów kosmicznych? Czy skorzystają z tej okazji, czy wybiorą inne priorytety? Znakomita hard space-opera (jeśli coś takiego istnieje). Panu Reynoldsowi zdecydowanie trzeba się przyjrzeć bliżej. THE BEST OF 5/2012

poniedziałek, 28 maja 2012

'Halloween Blues'

Nieduże amerykańskie miasto w latach 50-tych i policyjny detektyw, który rozwiązuje sprawy kryminalne pełne pięknych kobiet. Niby standardowy klimat noir, ale dochodzi jeden istotny szczegół: zamordowana przez nieznanego sprawcę żona detektywa zamieszkuje z nim jako duch. Głównym tematem są jednak same śledztwa: wciągające, rozbudowane sprawy kryminalne, z logicznym rozwiązaniem, choć często zawierające wątek zbiegu okoliczności.

Graficznie znakomite, scenariuszowo wciągające: czegóż więcej chcieć od kryminalnego komiksu?

'Inferno'

Doctor Who 7x04 (054, DDD) 'Inferno': wrażenia bardzo podobne, jak z poprzedniego odcinka. Rozbudowana fabuła, dobry scenariusz, solidne sceny akcji w plenerze. Może minimalnie miejscami przydługi, ale generalnie dzieje się dość sporo. No i finał wątku Ziemi równoległej - trzeba przyznać - sugestywnie bezlitosny. W ogóle zresztą ten wątek ("widziałem tą katastrofę w równoległym wszechświecie") stał się standardem seriali SF.

Generalnie wychodzi na to, że siódmy sezon może być nienajgorszym punktem startowym dla kogoś chętnego na zapoznanie się z oryginalną serią 'Doctor Who'.

czwartek, 24 maja 2012

Sequel: The Quickening

Zapowiadane już od pewnego czasu, wyczekiwane z pewną nawet ekscytacją, wreszcie pojawiły się sequele Agricoli i Race for the Galaxy. I, jak to sequele, rozczarowały.

Agricola: Ostatnia krew Chłopi i ich zwierzyniec jest pozbawiona różnorodności kart pomocników/ulepszeń i losowości kart akcji, więc każda rozgrywka wygląda tak samo. Gra jest w dodatku dwuosobowa, więc widać to szczególnie wyraźnie: po pierwszych dwóch rozgrywkach wydaje się, że pierwszy ruch decyduje o strategii (jeden gracz kupi szopę w pierwszej rundzie, drugi - nie). Gra się przyjemnie, jest nad czym pomyśleć, ale dużej żywotności grze nie wróżę.

Z The City natomiast coś poszło ewidentnie nie tak - Lehmann upraszczając Race'a, wyciął z niego całą grę. Podstawowy mechanizm z Race'a ("czy zagrać kartę, czy nią zapłacić") w ogóle nie dochodzi do głosu. W pierwszych trzech-czterech ruchach zagrywasz karty, które dają ci największy dochód, potem grasz te, które przynoszą najwięcej PZ. Bach, 50 PZ, koniec gry. Zero decyzji, fun factor niczym jeżozwierzołaki na lotniach. Przykre. (A w ogóle: "Przychodzi baba do lekarza i punkty należy zanotować na kartce.")

środa, 23 maja 2012

"The Avengers"

Hype był duży: znakomity materiał źródłowy ('The Ultimates' Millara i Hitcha), dobry scenarzysta (Whedon), cztery świetne poprzedzające filmy (z ponapisowymi dodatkami, splatającymi je w jedną całość). No i chyba moje oczekiwania były trochę zbyt wysokie. Nie, żeby film był zły. Jeśli ktoś oczekiwał superbohaterskiej dwugodzinnej rozwalanki w 3D - plus parę zabawnych tekstów - to się nie zawiedzie. Ale nic więcej. Brakuje jakiejkolwiek intrygi, brakuje nawet podstawowego wyjaśnienia "o co chodzi" - mnóstwo wydarzeń ma miejsce tylko dlatego, że fajnie wyglądają. Mocne rozczarowanie. Nie bardzo się nawet opłaca zostawić do obejrzenia na DVD, bo na domowym ekranie nie tak znowu wiele z filmu zostanie...

(Swoją drogą, 93% na Rotten Tomatoes?)

"Black Jack Justice: the Novel"

Po serii książek-prequeli o Red Pandzie, swojej książki doczekał się także Jack. Jest to historia o tym, jak poznali się Jack i Trixie - i o pierwszej sprawie, którą razem poprowadzili. A trzeba przyznać, że nie jest to błaha awanturka. I zakończy się dość brutalnie.

Książka tak wiele się od macierzystych podcastów nie różni, może jedynie nieco mocniej osadzona jest w historycznych latach 50-tych. Akcja i intryga, choć nic im nie brakuje, podpadają jednak pod standardowy pulpowy czarny kryminał. To, co stanowi jednak o sile pisarstwa Taylora, to bardzo wyraziści bohaterowie i rewelacyjne dialogi. Jednego ani drugiego w powieści nie brakuje, razem powodują, że ciężko się od książki oderwać.

Fanom podcastu polecać nie trzeba. Jeszcze-nie-fanom - z upodobaniem do czarnego kryminału - polecam zdecydowanie.

Rzecz dostępna na razie (przez 90 dni) na wyłączność w Amazonie.

The Rage of Bahamut

Trzeba przyznać, że dysonans poznawczy jest dość spory, gdy człowiek spodziewa się komputerowego CCGa, a dostaje...

"Wybierz, kim chcesz grać: ludźmi, bogami czy demonami. Bogowie są sugerowani."
     Tap: bogowie.
"No to wylosujemy Ci kartę."
     Tap.
"Elfie dziecko. Świetnie! Teraz wylosujemy Ci drugą kartę."
     Tap.
"O, znowu elfie dziecko. Fantastycznie! To można je ewoluować!"
     Tap.
"Super! Masz teraz Elfie Dziecko Plus! Teraz zaczynamy quest"
     Tap: quest.
"Idziemy do wioski." Pojawia się potwór.
     Tap na potwora.
Potwór ginie, pojawia się dziesięć rupii. Pojawia się drugi potwór.
     Tap na potwora.
Potwór ginie, pojawia się dziesięć rupii. Pojawia się trzeci potwór.
     Tap na potwora.
Potwór ginie, pojawia się dziesięć rupii. Pojawia się skrzynka.
     Tap na skrzynkę.
"Ciekawe, co jest w środku?" Napój tego, miecz tamtego i płaszcz owego.
     Tap.
"Wziąłeś przedmioty. Misja wykonana. Chcesz kontynuować quest?"
     Eject. Eject! EJECT!!!