'Mousquetaires du Roy' od początku mnie zaintrygowało - głównie tematem (jakoś zagadkowo dotąd w planszówkach nie wykorzystanym), ale też mechaniką: gra kooperacyjna z przeciwnikiem - Muszkieterowie kontra Milady. Pomyślałem, że Ani też się może spodobać (lubi koopy i Muszkieterów) i gdy się trafiła lepsza cena, kupiłem.
Graficznie świetna: klimat europejskiego (belgo-francuskiego) komiksu plus osobna figurka dla każdego Muszkietera i Milady. Sporo kart, mnóstwo żetonów i specjalne kostki - wszystko porządne i wyraźne.
Dzięki wariantowi "bez Milady" udało mi się wypróbować grę na razie w solowej rozgrywce. Muszę przyznać, że 18-stronicowa instrukcja była dość sporym szokiem: zasady są mocno osadzone w klimacie i jest ich sporo, w dodatku nie do końca precyzyjnie sformułowane (i przetłumaczone z francuskiego) - wrażenie, jakby jakaś kobyłka z FFG. Lektura BGG była konieczna, zanim sobie wszystko w głowie poukładałem. W praktyce wszystko okazało się w miarę przejrzyste, gra jest dobrze zbalansowana w stylu euro - choć jest wrażenie silnej losowości. Właściwie mocno kojarzy się ze 'Star Trek: Expeditions': jest klimat ameritrashowej przygodówki, choć mechanizmy są ściśle eurogrowe (w którejś recenzji pojawił się termin 'eurotrash' i chyba się z tym zgodzę). I tak samo jak ST:E, MdR okazała się chyba ciut za prosta dla jednego gracza: zgromadzenie wszystkich kart na jednej ręce to jednak bardzo duże ułatwienie. Przy większej liczbie graczy trudność powinna wzrosnąć, a włączenie innego gracza jako Milady kompletnie zmieni charakter gry. Chętnie spróbuję.
środa, 15 lutego 2012
Mousquetaires du Roy
Olympos
Znaleziony pod choinką 'Olympos' trafił dziś na stół: świetna gra! Ludzie porównują go do 'Smallworlda' albo 'Cyklad', ale moje pierwsze wrażenie to '7 Wonders jako planszówka'. Bardzo podobnie: cały czas manewruje się między różnymi ścieżkami rozwoju, a w końcowej części chce się podczepić pod odkrycia dające więcej punktów (gildie). Mocno też jest podobne abstrakcyjne traktowanie surowców oraz siły militarnej. Poza tym, jest szybciutka (godzinka bez poganiania) i losowość (w tym przypadku karty bogów) dodaje jej nieco lekkości.
Będzie jeszcze grana na pewno.
środa, 4 stycznia 2012
Machine of Death 27: 'COCAINE AND PAINKILLERS'
Machine of Death 27 ('COCAINE AND PAINKILLERS'): początki Maszyny jako gadżetu w telezakupach. Plus obrazek obyczajowy o życiu twórców kampanii reklamowych. Fajny tekst, bardzo ciekawie oddany klimat pierwszego zaskoczenia Maszyną (powinien być zaprezentowany znacznie wcześniej, jako jeden z pierwszych). Plus bezlitośnie cyniczna puenta.
Machine of Death 26: 'Love ad nauseam'
wtorek, 3 stycznia 2012
Cabals
Gdyby ktoś chciał zagrać sobie w CCG na Androidzie, 'Cabals' potrafi wciągnąć na dłuższą chwilę. Interfejs jest całkiem praktyczny (co nie jest łatwe dla gry tego typu na dość jednak małym ekranie telefonu), ale sama gra też się prezentuje niczego sobie. W szczególności, rozgrywka nie polega na wystawianiu karty na tradycyjnej 'ławeczce pokemonów', ale na manewrowaniu nimi na planszy - to jest ten element, który np. Doomtowna czyni jednym z najlepszych CCGów. Do tego fajny klimat steampunkowy (dieselpunkowy?) zamiast standardowego w takich produkcjach (i wynudzonego już do granic możliwości) fantasy.
Wady? Gra jest ponoć multiplatformowa, ale wersję na PCty wykonano w WinIOSowej technologii Unity Engine :(
Wady? Gra jest ponoć multiplatformowa, ale wersję na PCty wykonano w WinIOSowej technologii Unity Engine :(
Obejrzeliśmy z dzieciakami 'Tryumf Pana Kleksa...
Obejrzeliśmy z dzieciakami 'Tryumf Pana Kleksa', o którego istnieniu w ogóle przez kilka lat nie miałem pojęcia. Kierownictwo to samo, co w oryginalnej filmowej trylogii (scenariusz i reżyseria: Gradowski, muzyka: Korzyński), ale poza tym wszystko inne. Prawdopodobnie nie wystarczyło pieniędzy na dość wystawne widowisko i większość filmu zrealizowana jest jako animacja. Styl może nie disneyowski, ale pełny energii i zwyczajnie ciekawy. Ale oprócz animacji jest też część normalna, aktorska: o rysowniku komiksów, który ilustruje przygody Adasia i Kleksa. I ta część jest jakaś dziwacznie poszarpana: duże przeskoki w akcji, pogubione wątki i niespójny związek między "rzeczywistością" a "bajką". Oryginał książkowy też już był dosyć odjechany (zresztą dlatego jest chyba najśmieszniejszym tomem książki), ale Gradowski odjechał w mocno innym kierunku - zresztą, po poprzednich filmach już wiemy, jak on potrafi zmasakrować Brzechwę.
Generalnie: można obejrzeć, jeśli się nie oczekuje filmu na miarę "Akademii". Po dawnych czasach pozostała tylko muzyka Korzyńskiego i głos Fronczewskiego...
Generalnie: można obejrzeć, jeśli się nie oczekuje filmu na miarę "Akademii". Po dawnych czasach pozostała tylko muzyka Korzyńskiego i głos Fronczewskiego...
Subskrybuj:
Posty (Atom)